Wino w II Rzeczpospolitej
Obecny rozwój winnic w Polsce przypomina ten sprzed 75 laty. Podobna jest dynamika, zbliżone są problemy. Ponieważ całą historię polskiego wina można podzielić na trzy wyraźnie odrębne okresy (zbieżne z I, II i III RP), spojrzenie na dzieje międzywojennego winogrodnictwa może być pouczające.

Pod koniec XIX w. polskie "winnictwo" powoli stawało na nogi po całkowitej zapaści w drugiej połowie wieku XVIII. Na zachodzie, w dzisiejszej Wielkopolsce, Winnice Kopanickie w powiecie wolsztyńskim w momencie swojego największego rozkwitu w latach 1855-1864 liczyły ponad 200 ha. Na wschodzie, w dawnym woj. bracławskim, obok drobnych winnic chłopskich rosła jeszcze w Kamionce koło Raszkowa założona przez księcia Wittgensteina w latach dwudziestych XIX wieku 40-hektarowa winnica z imponującymi piwnicami. Między Kresami a Wielkopolską znajdowało się wiele maleńkich winnic, sadzonych prawie wyłącznie w siedzibach ziemiańskich i w większości pod szkłem lub na murach. Ważnym impulsem dla ich rozrostu był rozwój ówczesnej wiedzy ogrodniczej w Polsce, przede wszystkim dzięki działalności Edmunda Jankowskiego (na fotografii).

Jankowski napisał pierwszy polski profesjonalny podręcznik uprawy winorośli (1877) i założył kilka winnic w centralnej Polsce. W 1869 r. jeden z najstarszych i najważniejszych zakładów ogrodniczych w Polsce, firma Bracia Bardet z Warszawy, oferował do sprzedaży 31 odmian winorośli. Rosyjski "Wiestnik Sadowodstwa" z 1885 r. poświęcił nawet temu wzmożonemu zainteresowaniu winnicami specjalny artykuł pt. "Plony winorośli w okolicach Warszawy".
Decydujący dla dalszego rozwoju winiarstwa okazał się kryzys, jaki dotknął ziemiaństwo po Powstaniu Styczniowym. Konieczność specjalizacji upraw i uprzemysłowienia (przetwórstwo) skierowała uwagę wielu właścicieli ziemskich właśnie na winorośl. W 1881 r. pierwszą kilkumorgową winnicę na Podolu założył w Zazulińcach Wartanowicz. Dla Podolan dodatkową zachętą były mroźne zimy, pustoszące pod koniec wieku XIX winnice węgierskie. Od 1892 r. baron Julian Brunicki otworzył w Dobrowlanach koło Zaleszczyk szkółkę drzew i winorośli. W tym samym czasie ziemianin Szczuka założył winnicę w Winiarach pod Warką. Niektóre powiaty Podola, jak np. śniatyński, miały przed I Wojną Światową swoje własne samorządowe programy nasadzeń winorośli. Także w Wielkopolsce, mimo ciągłego karczowania Winnic Kopanickich, w majątku hrabiny Kwileckiej w Molińcach pod Koninem zaczęto pod koniec XIX w. sprzedawać na większą skalę sadzonki winorośli. W 1899 r. K. Niklewicz, instruktor winiarstwa przy rządzie austro-węgierskim, opublikował swoją znaną książkę Kultura winorośli.
Wina i winogrodniaki
Ten niespieszny rozwój polskiego winiarstwa został poważnie zahamowany w latach dwudziestych XX wieku. Po pierwsze przez fizyczne zniszczenie winnic (szczególnie Podola), po drugie przez powojenny kryzys gospodarczy, ale przede wszystkim przez regulacje prawne i podatkowe. W trzech zaborach istniało różne prawo dotyczące wina. W pruskim i austriackim podobne - winem można było nazywać tylko wino gronowe. To między innymi powodowało likwidację winnic na terenie Wielkopolski, nie wytrzymującej konkurencji z winami z południa Niemiec, a zarazem rozbudowę przetwórni win owocowych. W zaborze rosyjskim nazwę wino można było jednak stosować także dla trunków owocowych. Tę rosyjską regulację w 1925 r. zaadaptowano dla przepisów polskich. Jednocześnie zachowano różne stawki podatkowe: dla win gronowych do 16o alkoholu - 1,20 zł od litra, dla win owocowych - 28 gr od litra. Kolejne regulacje podatkowe z lipca 1925 (1 zł - gronowe i 20 gr - owocowe), listopada 1931 (90 gr i 50 gr) i lipca 1936 (90 gr i 20 gr) tę dysproporcję zachowały. Trzeba jednak pamiętać, że do akcyzy dochodziły jeszcze podatki samorządowe, co np. w połowie lat trzydziestych zwiększało koszty produkcji wina gronowego aż o 1,40 zł na litr. Za tę cenę można było wówczas kupić w sklepie butelkę niezłego węgierskiego wina stołowego. I chociaż w latach dwudziestych wielu specjalistów, np. prof. T. Chrząszcz z Uniwersytetu Poznańskiego, wskazywało na możliwość uprawy w Polsce odmian na wino, a dr L. Bier z Krakowa (mimo iż był zwolennikiem produkcji win owocowych w Polsce) walczył o stosowanie nazwy wino tylko dla produktów gronowych, wskazując jednocześnie na jego walory zdrowotne, to krytykowane powszechnie zróżnicowanie podatkowe zostawiono.

Co prawda Związek Wytwórców Win, jedyna organizacja grupująca producentów napojów winnych, liczący 1928 r. 28 członków (22 wytwórców - głównie z Poznańskiego i Mazowsza oraz 6 fachowców winiarzy; prezesem był wówczas Henryk Markowski, właściciel przetwórni w Kruszwicy) zmienił pod wpływem nowych przepisów nazwę na Związek Wytwórców Win Owocowych i Miodów Pitnych w Polsce, ale nie wpłynęło to w żadnym stopniu na zainteresowanie winnicami. Za producentami win owocowych przemawiał prosty rachunek ekonomiczny i ogromne sadownicze zaplecze. Ministerstwo Rolnictwa organizowało kolejne specjalne konferencje dotyczące przetwórstwa owoców i produkcji win owocowych. W kwietniu 1925 i grudniu 1926 Towarzystwo Ogrodnicze w Warszawie przygotowało wystawę win owocowych, która odbiła się szerokim echem w prasie nie tylko fachowej. Dowodzono, że "przy umiejętnej produkcji wino owocowe zadowolić może najbardziej wymagającego smakosza". Wino gronowe nazywano lekceważąco "winogrodniakiem".
Na wino grona uszkodzone
W Polsce w latach dwudziestych i na początku trzydziestych produkowano oczywiście wina gronowe, ale w minimalnych ilościach i z owoców sprowadzanych z zagranicy. W latach 1919-25 w Państwowym Zakładzie Badań Żywności w Krakowie przebadano w sumie 65 próbek win, ale tylko 2 uznano za wino "mszalne", czyli gronowe. W 1932 r. statystyki po raz pierwszy odnotowują wytwórnię win (w Warszawie) produkującą również wino gronowe - zaledwie 9,2 hl. W 1935 wino gronowe produkowało już 13 zakładów skupionych w następujących Izbach Przemysłowo-Handlowych: warszawskiej, łódzkiej, sosnowieckiej, wileńskiej, krakowskiej i lwowskiej. Produkowały one razem tylko 43 hl wina. Był to oczywiście ułamek ich głównej produkcji, czyli win owocowych. W 1934 r. sprowadzono do Polski winogrona świeże za sumę 3,17 mln zł (w 1935 - za 2,73 mln zł).
Stawki podatkowe, a także cena transportu i cła powodowały, że nieliczni wówczas polscy hodowcy winorośli wybierali przede wszystkim uprawę odmian deserowych. I to one głównie dominowały w polskich winnicach aż do II Wojny Światowej. Powszechnie przyjmowano zasadę, że na wina należy przeznaczać grona uszkodzone. Wybór uprawy winorośli stołowej skłaniał też do nadmiernego obciążenia krzewów owocami.
Wakacje Marszałka
Sytuację zmieniły racjonalne plany zagospodarowania poszczególnych regionów Polski podjęte przez rząd w drugiej połowie lat dwudziestych. Ale decydujący okazał się kryzys początku lat trzydziestych i wynikająca zeń konieczność ograniczenia importu winogron i wina oraz zmiana stawek podatkowych na wina gronowe z 1931 r. Wizytujący w 1927 r. Podole premier Felicjan Sławoj Składkowski zwrócił uwagę na możliwość ożywienia jednego z najbardziej zaniedbanych gospodarczo obszarów Polski - 8 powiatów województw tarnopolskiego i stanisławowskiego, właśnie dzięki uprawie winorośli. Wakacje Piłsudskiego w Zaleszczykach zwróciły uwagę na walory turystyczne ciepłego Podola.

Nawet Francuzi chcieli tu w 1930 r. zakładać swoje winnice. W tymże roku Małopolskie Towarzystwo Rolnicze we Lwowie ustanowiło "instruktorat winniczy" w Zaleszczykach i zatrudniło w nim inż. Grzegorza Zarugiewicza. Lwowska Izba Rolnicza także posiadała powiatowych "konsulentów winiarskich" - w powiecie borszczowskim był nim Stanisław Madej, przed rewolucją starszy specjalista w dziale upraw winorośli i produkcji wina przy Departamencie Rolnictwa w Petersburgu, a następnie szef "sekcji winnictwa" w rządzie tureckim. Od 1930 r. Polskie Radio zaczęło nadawać fachowe audycje poświęcone produkcji wina. W 1931 r. powstała średnia Państwowa Rolnicza Szkoła Sadownictwa, Warzywnictwa i Pszczelarstwa w Zaleszczykach (tzw. Zakład zaleszczycki), wcześniej szkoła podstawowa, za czasów dyr. Władysława Kubika posiadająca już własną winnicę. Reszty dopełniły konsekwentna praca i działalność popularyzatorska Jankowskiego, Kubika, a przede wszystkim st. inspektora ogrodnictwa Małopolskiego Towarzystwa Ogrodniczego inż. Piotra Dąbrowskiego oraz właścicieli winnic Władysława Geringera, Gustawa Głażewskiego, Zarugiewicza i hrabiny Zofii Łosiowej.
W 1929 r. na Podolu pod winnicami było zaledwie 10 ha, ale w 1932 - już 62 ha, w 1935 - 111 ha, a w 1936 - 131,5 ha. Przewidywano, że w ciągu 10 lat będzie można obsadzić winoroślą ok. 1,5 tys. ha. Tuż przed II Wojną Światową było na Podolu kilkanaście znaczących winnic, w przeważającej większości należących do ziemian i arystokracji. Właścicieli winnic podolskich zrzeszał założony w 1931 r. Związek Posiadaczy Sadów Ciepłego Podola, w 1934 r. przekształcony w Podolsko-Pokucki Związek Posiadaczy Sadów z siedzibą w Zaleszczykach. Był to największy związek sadowniczy w Polsce, jego prezesem był Cyryl Czarkowski-Golejewski. Związek szczególną opieką otaczał winnice, np. powstałą w 1933 r. w Czortkowie z inicjatywy wojewody Maruszewskiego winnicę Związku Strzeleckiego. W 1935 r. Związek Posiadaczy Sadów razem z Lwowską Izbą Rolniczą przygotował w Zaleszczykach specjalną konferencję winiarską. We wrześniu 1935 r. odbyło się pierwsze święto winobrania, które zorganizował starosta powiatu zaleszczyckiego Józef Krzyżanowski, a patronat objęli premier Składkowski, minister rolnictwa Juliusz Poniatowski i marszałek Sejmu Aleksander Prystor.
Winobranie w 1937 r. miało już nawet swoje specjalne promocyjne, ilustrowane wydawnictwo.
"Burgundy" górą
W 1938 r. podczas zorganizowanej przez Lwowską Izbę Rolniczą konferencji w Zaleszczykach inż. Ryszard Patorski z miejscowego Zakładu, opierając się na doświadczeniach Zarugiewicza, przedstawił propozycję doboru najlepszych dla Podola odmian przerobowych. Miałyby nimi być: frühblauer burgunder, portugaise bleu, grüner sylvaner, weisser burgunder, grauer burgunder, blauer burgunder, neuburger, traminer weiss i riesling weiss. Według Ministerstwa Rolnictwa w 1937 r. na Podolu wyprodukowano 14 tys. l wina gronowego.

Założona w 1925 r. największa w całej międzywojennej historii polska winnica w Wysuczce (zamek w Wysuczce na zdjęciu obok) w 1939 r. miała 34 ha, 160 tys. krzewów i rodziła ponad 100 t owoców. 35 proc. uzyskanych gron przerabiała we własnej wytwórni na wino "stołowe tańsze z odmian mieszanych", "wytrawne z odmian wyłącznie burgundzkich białych i czerwonych" oraz "pochodne z wina stołowego wino Vermouth". Butelka wina stołowego z Wysuczki kosztowała 2,50 zł, Vermuth - 4 zł, wytrawne jeszcze dojrzewało. Do produkcji wina używano odmian: riesling, plawana, traminer, pinot noir i pinot blanc. Według danych z 1939 r. Wysuczka była jedną z dwóch w Polsce winnic i wytwórni produkujących wyłącznie wina gronowe. Właścicielem ordynacji Wysuczka był Cyryl Czarkowski-Golejewski.
Także na przeciwległym krańcu Polski wiele uwagi uprawie winorośli poświęcali Wielkopolska Izba Rolnicza i związani z nią specjaliści: inż. A. Kuryłło, Z. Makowski, J. Kosmol, a przede wszystkim naczelnik Wydziału Ogrodnictwa, A. Kurowski. Poza drobnymi przypałacowymi nasadzeniami dominowały tu winnice szklarniowe (Mikulskiego w Chwałkowie i Netzla w Szelągu). Zauważono jednak, że rosnąca w polu winorośl dobrze przetrzymała mroźną zimę 1929 r. Na początku lat trzydziestych większą plantację winorośli zamierzał założyć w swoim majątku w Grabowie Królewskim koło Wrześni ziemianin Wilkoszewski. W 1934 r. przystąpiono do wskrzeszania Winnic Kopanickich. Tuż przed wojną osiągnięto powierzchnię liczoną w dziesiątki hektarów. W Poznańskiem była też druga ważna dla polskiego winogrodnictwa szkoła prowadzona przez entuzjastę winorośli Józefa Marcińca - Szkoła Ogrodnicza w Koźminie. W 1934 r. oferowała do sprzedaży 5 odmian szklarniowych i 42 odmiany gruntowe, wśród nich słynne z hodowli Urbańskiego z Pleszewa: jadwiga, julianna i triumf. Jako najlepsze do uprawy w warunkach Wielkopolski specjaliści polecali: grüner sylwaner, traminer, grün riesling, blauer burgunder, blau schoenedel i właśnie odmiany Urbańskiego.
35 groszy za krzew
Również w Małopolsce w początkach lat trzydziestych nastąpiło wyraźne winogrodnicze ożywienie. Winnice powstały w Janowcu nad Wisłą, Kotuszewie koło Buska, Szydłowie. W większości założone zostały przez Madeja, który w 1935 r. rozbudował też 25-arową winnicę hrabiego Adama Dąmbskiego w Winiarach koło Warki. Planowano winnice w okolicach Jarosławia i na Lubelszczyźnie. Były też plantacje wokół Warszawy: w Miedzeszynie (założona przez Madeja), dwuhektarowa inż. Zygmunta Jakimiaka (sprzedawał swoje wino hurtem) i dr. Stanisława Bzury w Jabłonnie - ten ostatni posiadał też szkółkę.

Władze prowadziły wobec winiarzy niejednoznaczną politykę. Z jednej strony chwilowa obniżka akcyzy na wina gronowe spowodowała wzrost zainteresowania winnicami, z drugiej obowiązywały, tak jak dziś, nieżyciowe przepisy dotyczące kontroli samej winifikacji. Geringer bezskutecznie apelował: "Należy zatem zmienić te przepisy - i to jeszcze bieżącej jesieni [1934 r.] - w ten sposób, ażeby Minister Skarbu zezwolił właścicielom na wyrób wina systemem gospodarczym, jak to jest praktykowane np. we Francji, Austrii, Niemczech czy Rumunii i zwolnił ich od wszelkich obowiązków i ciężarów ciążących na wytwórniach przemysłowych". Rozporządzenie Urzędu Rady Ministrów z 31 lipca 1936 r. pozwalało produkować wino na potrzeby własne tylko w ilości 100 l rocznie (łącznie z zapasami z lat poprzednich). Specjaliści oceniali, że koszt założenia 1 ha winnicy na Podolu wynosi ok. 3 tys. zł, a w Wielkopolsce - ok. 5 tys. zł. Nieszczepiona sadzonka kosztowała na Podolu 10 gr, szczepiona - 35 gr. Ponieważ w 1936 r. stwierdzono tu filokserę, praktycznie nie było wyboru. W Wielkopolsce, gdzie filoksery nie było, ceny sadzonek wahały się od 30 gr do ponad 1 zł. Prasa o pojemności 10 l kosztowała 44 zł. Wszystko to stwarzało bariery finansowe skutecznie eliminujące drobnych właścicieli. Władze zdecydowanie postawiły na rozwój dużych ziemiańskich winnic, uznając produkcję wina za poważną gałąź gospodarki o silnym propagandowym wydźwięku. Okólnik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 7 sierpnia 1936 r. nakazywał obsadzenie wszystkich gmachów państwowych i samorządowych pnączami, szczególnie winoroślą. Miejską winnicę pod wareckim ratuszem wiosną 1939 r. zakładano w ramach walki z bezrobociem.
Mieszańce kontra vinifera
Wielostronna działalność dr. Bzury wprowadza nas w inne problemy nurtujące polskie środowisko winiarskie w drugiej połowie lat trzydziestych. Bzura był zwolennikiem krzyżówek odpornych na choroby i mróz. Pozytywne przykłady uprawy (np. plantacja w Nużewku pod Ciechanowem) nie przekonywały jednak ani Madeja, ani Zarugiewicza (chociaż w Zaleszczykach hodowano 6 krzyżówek), którzy mając na uwadze przede wszystkim jakość wina byli gorącymi zwolennikami uprawy Vitis vinifera. Problem jakości wina był jednak pod koniec lat trzydziestych zaledwie przeczuwany i młode polskie winiarstwo zmuszone do przetrwania w ówczesnych twardych regułach rynku nie traktowało go wówczas zbyt poważnie. Dylematy te w jakiś sposób określiły krótką historię powojennego, peerelowskiego winiarstwa.
Po wojnie
W wyniku II Wojny Światowej straciliśmy młode, dynamicznie rozwijające się Podole, a otrzymaliśmy co prawda z tradycjami, ale zanikające - Zielonogórskie. Areały polskich winnic przed 1939 r. i po 1945 r. były porównywalne. Wykorzystując znacjonalizowane majątki ziemskie i poniemieckie winnice, Centralny Zarząd Przemysłu Fermentacyjnego podjął w 1946 r. strategiczną decyzję o produkcji wina gronowego z własnych plantacji i znacznym rozszerzeniu upraw winorośli w Polsce. Decyzję tę potwierdzono na zjeździe Ministerstwa Przemysłu Rolnego i Spożywczego w Okocimiu w 1949 r. Wytypowano dwa rejony: zachodni i centralny i przeniesiono doń doświadczenia z Podola. W 1948 r. odebrano przyznane wcześniej repatriantom ze wschodu winnice zielonogórskie. W Zielonej Górze (w okresie największego rozkwitu było tu 42 ha winnic, ale o niskiej wydajności) działał Zarugiewicz, w rejonie centralnym - wokół Warki - Madej. Powstawały też winnice w PGR-ach: w Sadach koło Wrocławia (25 ha) i w Radowicach koło Sulechowa (15 ha, zniszczona całkowicie w zimie 1956 r.). Równolegle w Instytucie Sadownictwa w Skierniewicach powołano Zakład Winorośli (1951-1962) z własnymi winnicami w Antopolu koło Nałęczowa i Lipowej pod Opatowem, którym kierował kolejny Podolanin - Piotr Gintowt-Dziewałtowski. Opowiadał się on za mieszańcami, przede wszystkim za odmianą cascade.

Stanisław Madej szybko doprowadził do powiększenia nadpilickiej plantacji hrabiowskiej. Starano się też upowszechnić uprawę wśród okolicznych chłopów, przekazując nieodpłatnie sadzonki i zobowiązując do sprzedaży całość plonów świeżo stworzonej wytwórni win w Warce. Początkowo winnicami opiekował się przedwojenny ogrodnik majątku Adam Skuza, potem absolwent Instytutu w Płowdiw Sławomir Susik i Madej (nadzorował 25 ha). W 1954 r. wareckie winnice osiągnęły powierzchnię ponad 54 ha i były największymi w Polsce. W Zielonej Górze sadzono głównie traminer różowy, traminer biały, chrupkę złotą, chrupkę różową a w mniejszych ilościach pinot, portugalskie i sylvaner. Winnice wareckie obsadzono: perle von csaba, muskat königin der weingarten, muscat ottonel, muscat samur, portugieser, neuburger, aligote, pinot, cinsault, traminer, riesling, chasselas rosé, chasselas doré de fointenbleau, chasselas doré i muskat frau johann mathias.
W 1956 r. zebrano w Warce 40 ton winogron i urządzono pierwszy winobraniowy festyn. W Zielonej Górze urządzano je nieprzerwanie od 1945 r. Jednak wino gronowe z Warki nigdy nie znalazło się na sklepowych półkach, pojawił się natomiast owocowy Maślacz. Chociaż w podwareckich Winiarach winorośl dojrzewała kilka dni wcześniej niż na Podolu i dobrze zniosła suszę 1953 r. oraz ostre zimy 1954 i 1956 r., nie przetrzymała chorób. Uprawiane w systemie komunistycznej gospodarki winnice zaczęły przynosić straty. Przeprowadzone w latach 1957-60 badania opłacalności winnic wareckich wpłynęły na decyzję o likwidacji winnic w całej Polsce. Decydujące argumenty zawierał artykuł Jerzego Grochowskiego "Niektóre elementy kosztów produkcji winogron na przykładzie winnicy Mazowieckiej Wytwórni Win w Warce", który ukazał się w VII tomie Prac Instytutu Sadowniczego z 1963 r. Jednocześnie zlikwidowano kierowany przez Dziewałtowskiego Zakład Winorośli. Jedyne w kraju Państwowe Gimnazjum Sadowniczo-Winiarskie w Zielonej Górze zamknięto po zaledwie pięciu latach istnienia jeszcze w 1952 r. Na placu boju pozostały "wina" owocowe i ich przemysłowe lobby. I marzenia o normalnej winiarskiej, III tym razem, Rzeczpospolitej.
Wojciech Włodarczyk