Dionizos trafił do Polski
Bóg wina i winorośli rozszerza swoje imperium - zachwycił winem Japończyków, Chińczyków, Kanadyjczyków. Czy inne, mniejsze nacje też mogą liczyć na jego życzliwe zainteresowanie?

WIKTOR BRUSZEWSKI: - Na przykład, jakie?
Dania, Wielka Brytania, Polska...
Oczywiście, że tak. Globalne ocieplenie klimatu jest faktem, w największym stopniu dotyczy to półkuli północnej, szczególnie Europy. Warunki sprzyjające uprawie winorośli przesuwają się na północ, w Polsce jest już możliwa uprawa niektórych gatunków przystosowanych do naszego klimatu. Unia Europejska zaliczyła Polskę do krajów winiarskich, określiła, ile wina możemy tłoczyć. I tłoczymy. W czerwcu tego roku podczas II Konwentu Polskich Winiarzy, jaki miał miejsce w Zielonej Górze, 47 winnic przedstawiło do oceny tłoczony tam dionizjak, a kolejne 32 nie zdecydowały się na ten krok...
To dlaczego nie ma polskiego wina w sklepach?
Dlatego, że polskie winiarstwo jest jak fatamorgana: istnieje, lecz jakby go nie było. Na przykład Konwent Winiarzy Polskich, impreza mająca na celu renesans polskiego winiarstwa, przypomina zjazd surrealistów. W poważnym miejscu spotyka się grono poważnych - wydawałoby się -ludzi, którzy zajmują się polskim winem, czyli sprawą niepoważną. Dlaczego niepoważną? Bo czy poważne jest poświęcanie sił, środków i czasu na produkowanie czegoś, czego w istniejących warunkach prawnych
nie można sprzedać? Na razie polskie winiarstwo jest tylko kosztownym hobby.
Co przeszkadza polskiemu winiarstwu?
Nie powiem co, ale powiem, jakie są tego skutki: we wrześniu w Zielonej Górze od lat jest święto winobrania. W tym roku prezydent Lech Kaczyński uświetnił tę imprezę swoją obecnością, winiarze podejmowali go na deptaku, w centrum miasta, w swoim stoisku; ale tego samego dnia na tym samym deptaku pojawili się celnicy i usiłowali rekwirować butelki polskiego wina, których zresztą winiarze nie sprzedawali - bo nie mają do tego prawa - lecz tylko rozdawali je i częstowali ich zawartością znajomych, sympatyków, koneserów wina.
Czy słowo paranoja jest odpowiednie do określenia tej sytuacji?
Nie wiem, nie jestem lingwistą. Wiem natomiast, że polskie prawo nie jest dostosowane do przepisów unijnych. We wszystkich krajach winiarskich Unii Europejskiej producenci win gronowych, którzy tłoczą do 1 tysiąca hektolitrów rocznie, mają przyznany status drobnego producenta, a to zapewnia znaczące ułatwienia bez horroru biurokratycznego. W ten sposób Unia wspiera wszelkie formy aktywności gospodarczej małych i średnich gospodarstw rolnych. Jedynie w Polsce zablokowane są szanse, jakie dla małych winnic stwarza ustawodawstwo unijne. Tracą na tym winiarze, a do budżetu państwa nie wpływa ani złotówka z tłoczonych przez nich win. Przykro mi, ale nie da się tego wytłumaczyć w kategoriach racjonalnych. Ta sytuacja przejdzie do historii ekonomii europejskiej. Anty-nobel z ekonomii murowany.
Czy polscy winiarze mają pomysł, co robić w takiej sytuacji?
Sejm winien uchwalić rozwiązania przysługujące w prawie unijnym drobnym winiarzom, wytwarzającym do 1 tysiąca hektolitrów rocznie. Trzeba zlikwidować nonsensowne przepisy o wdrażaniu systemu kontroli wewnętrznej, o obowiązku sporządzania planu zakładu wyznaczającego linie technologiczne, drogi przemieszczania surowców, produktów gotowych oraz stanowisk pracy, o obowiązku posiadania własnego laboratorium.
Ale właściwie dlaczego te przepisy są złe?
Ponieważ kompletnie nie uwzględniają zarówno specyfiki wyrobu win gronowych, jak i realiów wyrobu wina na małą skalę. Zostały stworzone w innych czasach, z myślą o produkcji na skalę przemysłową win owocowych lub napojów winopodobnych z koncentratów i nie mają zastosowania do produkcji win gronowych z własnych upraw przez drobnych producentów.
Doczekamy zmian za naszego życia?
Polski Instytut Winorośli i Wina przygotował i przekazał do Sejmu projekt nowelizacji stosownych ustaw. Poza tym trzeba pójść po rozum do głowy. Przecież wino nie ma zabarwienia politycznego. Może być w kolorze białym lub czerwonym (ewentualnie rose, na letnie upalne wieczory). Czy jest na świecie jakiś inny kraj winiarski, który ma te kolory na swojej narodowej fladze? To zobowiązuje. A zatem, politycy - do dzieła!
Wiktor Bruszewski
26.10.07r